Żebro wciąż przeszkadzało w przyspieszeniu ruchów, mimo to miał pewną przewagę. Zorientował się, że ,podczas gdy jeden z łowców atakuje, drugi od początku potyczki stoi w cieniu w bezruchu.
Kolejne fale czerwonej i niebieskiej energii przelatywały nad jego głową i ramionami, muskają skórę i rozcinając ją jak brzytwy. Nadal nie pojął, jaki jest sens zaistniałej sytuacji.
Młoda dziewczyna, która łatwo daje się zabić, mag nowicjusz, który najwyraźniej potrafi jedynie odsyłać energię, w dodatku w niesprecyzowanym kształcie...Ten stopień umiejętności w Singharze osiąga się po miesiącu nauki. O co tutaj chodzi? Do dwóch poszukiwanych posyłają początkujących?
Odbił syczące światło sztyletem w kierunku maga. Nawet nie zdążył się uchylić. Własna energia ugodziła go w ramię. Poleciał do tyłu i uderzył w drzewo.
- Zbyt proste.
Chwiejąc się podszedł do zamaskowanej postaci stojącej w cieniu. W szparach na oczy dostrzegł spojrzenie pełne przerażenia. Dziecięce spojrzenie. Zdrętwiałe ciało nie mogło się poruszyć.
- Zbyt proste -powtórzył, przyciskając sztylet do szyi przerażonej postaci.- Myśleliście, że poradzicie sobie z Chalcedo z Singharu, hm?
Odpowiedzi, jak się spodziewał, nie było. Jedynie jeszcze większe przerażenie.
- Oczywiście. Oczywiście, że się nie spodziewaliście.
Zaklął i opuścił sztylet, po czym odwrócił się i zaczął biec w stronę skały, z której spadał wodospad.
Cichy jęk rozległ się za jego plecami. Jęk przerodził się w krzyk, krzyk w wycie. Wycie zaś w charczenie. Coś uderzyło w niego z impetem. Zachwiał się na nogach i z trudem złapał równowagę.
Odwrócił się i spojrzał na swój sztylet. Po rękojeść utkwił w ciele ostatniego z łowców. Przerażenie zniknęło z młodej, chłopięcej twarzy, którą odsłoniła powoli pękająca maska. Zastąpił je wyraz wielkiej ulgi.
Chalcedo poczuł ciepłą krew spływającą po jego palcach. Ostatni uśmiech chłopca poprzedził silne drgawki, które jak ramiona jakiejś niewidocznej siły zaczęły nim potrząsać, rozchlapując krew. Po kilku sekundach ciało zwiotczało i upadło na ziemię, zsuwając się z ostrza. Przez kilka sekund stał w miejscu, patrząc na spokojną, uśpioną na zawsze twarz. Chłopiec miał jasne włosy i lekko wydłużone uszy.
Chalcedo wiedział, że nie ma czasu. Mimo to pochylił się i położył na czole chłopca otwartą dłoń. Ciało zaczęło lśnić, spalane od środka jasnym, niemal niebieskim płomieniem. Kiedy zniknął w ciemnościach, ostatnie fragmenty duszy chłopca uleciały niebieskim dymem z gasnącą jasnością w gwieździste niebo.
Łzy Królowej jakby samoistnie odparowywały każdy cios Gabro, nierzadko dosięgając go i zadając rany. Miał rozcięte plecy i ramiona- kolejne blizny do licznej kolekcji. Nie był jednak w stanie zatrzymać tego ostrza. Każda rana, każdy ruch, każda blokada odbierały mu co raz więcej sił.
Wiedział, że w końcu przeciwnik znajdzie słaby punkt jego zasłony i posieka go na kawałki. Jak by nie było, nie chciał jeszcze zginąć, a już na pewno nie z rąk łowcy. Po tylu latach spędzonych na wojnie, w krzyżowym ogniu, śmierć na uboczu byłaby haniebna i cholernie ironiczna. Chciał odzyskać swój miecz. Nie, nie mógł już odzyskać SWOJEGO miecza. Mógł jednak odebrać łowcy coś znacznie potężniejszego. Modlił się we wszystkich językach, jakie znał (co wcale nie znaczyło, że w cokolwiek wierzył), by tylko starczyło mu sił, dopóki nie wymyśli jakiegoś rozwiązania. Jego oczy wciąż były sprawne, obserwowały każdy najdrobniejszy ruch przeciwnika.
Ostrze błysnęło w blasku księżyca. O to właśnie mu chodziło. Uskoczył na bok, zmieniając kąt nachylenia noży tak, by zadać cios pomiędzy blachy zbroi.
Ciemny kształt przesłonił na chwilę jasność i Gabro stracił rozeznanie. Wydawało mu się, że pchnięty z dużą szybkością nóż utknął w ciele, ale gdyby tak było, czułby na dłoni jego krew. Szarpnął ręką, usiłując wyciągnąć broń. Kiedy chmura odsłoniła księżyc zobaczył, że na jego nożu zaciska się wielka dłoń w czarnej, okutej rękawicy.
I po zabawie- pomyślał, zastygając w bezruchu. Zbyt mało siły pozostało na to, by uwolnić nóż. Stał więc twarzą w twarz, a raczej twarzą w maskę ze swoim przeciwnikiem czując, jak uniesione do góry ostrze czerniejącego miecza wibruje w powietrzu rządzą mordu. Wystarczy jedno cięcie, a jego głowa potoczy się tak daleko, że spadnie z urwiska i roztrzaska się o skały jak arbuz.. Jęknął lekko. Na prawdę nie spieszyło mu się umierać. Owszem, bywały takie dni, w które klął na czym świat stoi, prosząc, żeby to nudne życie wreszcie nabrało kolorów, a jeśli nie, to by w ogóle przestało trwać.
Mimo to znacznie więcej było tych dni, w których podśpiewywał pod nosem zboczone piosenki i gnał na koniu przez puste pola, a w jego głowie pływały myśli na kształt "jaki ten świat jest piękny".
Teraz stracił zbyt dużo krwi. Stracił zbyt dużo ekwipunku, broni. Nie mógł wykorzystać żadnej ze swoich technik. Biorąc pod uwagę jego stan, pożył i tak niewiarygodnie długo, Kapało z niego jak z sitka.
łowca jednak zwlekał z zadaniem ostatecznego ciosu. Z jego oczu wyczytać można było, jak wielką odrazę czuje, patrząc na swego przeciwnika i jaką przyjemność sprawia mu bezradność Gabro. A Gabro dobrze tę bezradność udawał. Chwilę wcześniej bowiem na skraju zmysłu słuchu wychwycił lekki szelest jedwabiu. Sekundę po tym, już za plecami łowcy, w gęstych krzakach otaczających kołem surową skałę, dostrzegł błysk żelaza. Para jasnych oczu wpatrywała się w niego z ciemności. Przechylił głowę na bok, nie spuszczając wzroku z łowcy. Nauczył się-jeszcze gdy był dzieckiem-dostrzegać nie za pomocą wzroku, a wszystkich innych zmysłów. Usłyszał, jak postać skryta w krzakach napina cięciwie łuku. I usłyszał coś jeszcze. Nie w oddali, nie w lesie, lecz także jakby na granicy słuchu. A może poza nią? Szmer...
~ Nie ruszaj się.
Zamrugał oczami, porażony bliskością i wyraźnością tego głosu.
~ Nie ruszaj się, mówię! Ani mrugnij, inaczej przestrzelę ci głowę.
Bez wątpliwości, tak pozbawiony emocji i czysty głos mógł należeć tylko do jednej osoby.
~ Masz wielkie szczęście, że trafiliśmy na łowcę, który lubi znęcać się nad ofiarą...-jak na potwierdzenie tych słów ciemne ostrze błysnęło w powietrzu, rozcinając Gabro lewy bok. Trysnęła krew. Po krótkiej chwili czerwona tkanka spływała po całym jego boku.
~...inaczej byłbyś już martwy.
Wynoś się stąd!- pomyślał Gabro, krzywiąc się z bólu. Nie potrzebuję cholernych przemówień! Załatwię to sam.
~ Przykro mi, nic z tego.







Devious Comments
Oj długo kazałaś mi na to czekać XDDDDD
--
Prawo Wilczej natury...
... Walcz za to co kochasz ...
... Walcz za to co słuszne ...
... Walcz by nie zostać zniszczonym ...
... Walcz a zawsze wyjdziesz na swoje ...
"So let mercy come,
and wash away... What I've Done!"
ale akcja jest żałosna ;(
--
You say, "Dreams are dreams.
"I ain't gonna play the fool anymore."
You say, "'Cause I still got my soul."
--
Prawo Wilczej natury...
... Walcz za to co kochasz ...
... Walcz za to co słuszne ...
... Walcz by nie zostać zniszczonym ...
... Walcz a zawsze wyjdziesz na swoje ...
"So let mercy come,
and wash away... What I've Done!"
--
You say, "Dreams are dreams.
"I ain't gonna play the fool anymore."
You say, "'Cause I still got my soul."
--
Prawo Wilczej natury...
... Walcz za to co kochasz ...
... Walcz za to co słuszne ...
... Walcz by nie zostać zniszczonym ...
... Walcz a zawsze wyjdziesz na swoje ...
"So let mercy come,
and wash away... What I've Done!"
--
You say, "Dreams are dreams.
"I ain't gonna play the fool anymore."
You say, "'Cause I still got my soul."
--
Prawo Wilczej natury...
... Walcz za to co kochasz ...
... Walcz za to co słuszne ...
... Walcz by nie zostać zniszczonym ...
... Walcz a zawsze wyjdziesz na swoje ...
"So let mercy come,
and wash away... What I've Done!"
głupia szkoła, żebym musiała z takim opóżnieniem czytać Last Warriors!
no ale, nadrobiłam... i jest super
--
.see you in another life, brother ~
--
You say, "Dreams are dreams.
"I ain't gonna play the fool anymore."
You say, "'Cause I still got my soul."
Previous Page12 Next Page